podróż z dzieckiem - Indie

Podróż z dzieckiem do Indii


Podróż z dzieckiem do Indii? Tak! Jak można sprawić, aby wyprawa była satysfakcjonująca zarówno dla rodzica jak i rozwijająca dla dziecka? Z naszego doświadczenia wynika, że można 😀

Ważny jest mądry plan, uwzględniający tryb zabawy i odpoczynku malucha z naszymi preferencjami podróżniczymi. Obawa, że dziecko będzie znudzone jest raczej bezpodstawna, to, że będzie przebodźcowane lub zbyt podniecone, aby usnąć jest o wiele większym problemem. Jak poszukać właściwego balansu i miejsca na wyciszenie dziecka w tym tak głośnym, barwnym i pulsującym życiem kraju?

Zaczynamy!
samolotSamolot. Już samo lotnisko, obserwacja startujących i lądujących samolotów, samochody bagażowe, schody ruchome, to jak wesołe miasteczko. Jednocześnie na nowym terenie nasz dwulatek naraz grzecznie podąża za nami, trzyma się ręki i wykonuje polecenia. W samolocie są fascynujące piloty do ekranów oraz hmmm… głowy pasażerów na siedzeniu przed nami (scenka gdy dwulatek z namaszczeniem próbuje pomacać bardzo krótko ostrzyżoną głowę pana przed nim – po pół godziny pasażer ratuje się założeniem kaptura).

Podróż może też dla nas przypominać spacer…kilometry przetuptane pomiędzy rzędami siedzeń…należy uzbroić się w cierpliwość, pamiętając, że dziecko zafascynowane nowymi doświadczeniami zapomina o zmęczeniu. Gdy się przemęczy jest już za późno i bardzo ciężko rozdrażnionego malucha ukoić. Pomocne mogą być zeszyty, w których razem z dzieckiem możemy rysować lotniska i samoloty, książeczki z samolotami. Pamiętajmy też, żeby nie przenosić naszego zmęczenia na dziecko. Dobrą dewizą na podróż jest “zachować absolutny spokój i nigdzie się nie śpieszyć”, zapomnieć też o “nie wypada”.

Teddy bearKażdy sposób, aby nasze dziecko czuło się spokojne i bezpieczne jest dobry, nawet jeśli oznacza to zabranie w podróż wysłużonego misia, niezbyt czystej bluzeczki etc. Opracujmy i pamiętajmy o wszelkich metodach ukajania dziecka. Jeśli na jego zmęczenie nałoży się nasze zdenerwowanie to podróż może okazać się trudnym doświadczeniem. Gdy podróżujemy w nocy niestety trzeba założyć, że będziemy czuwali nad snem malucha zamiast samemu odpoczywać. Co oznacza nieraz pełną dobę bez snu spedzoną na opiece nad ruchliwym brzdącem. Nasz synek usnął wreszcie na 3h przed lądowaniem (12 w nocy). Przykryliśmy go kocem, aby nie obudziło go światło podczas posiłku. Był tak zmęczony, że nie obudził się podczas lądowania. Wynieśliśmy go na płytę lotniska, odczekaliśmy do 10 rano, aby dospał. Obudził się dopiero w taksówce.

Najtrudniejsze momenty to podejście do lądowania. Ciśnienie często powoduje ból ucha u dziecka. Nas w sytuacji rozpaczliwego płaczu malucha poratował roztropny steward, podając saszetkę z cukrem. Podziałało natychmiast, (ruch zasysający odblokowuje uszy) a jedna porcja cukru w takiej sytuacji przyniesie więcej korzyści niż programowe trzymanie się zasady niepodawania cukru.
W ogóle w podróży do Indii jeszcze wiele razy musieliśmy naginać zasady…

NA MIEJSCU
Podróż do IndiiNie wsiadajmy od razu z lotniska do pociągu. Rozsądnie jest robić 2-3 dniowe przerwy pomiędzy podróżami. Nawet jeśli dziecko świetnie śpi w rikshy, miejskim ryczącym autobusie tuż przy głośniku z bollywoodzką muzyką, czy pociągu (nasze spało jak kamień, mimo, że w domu budził się od skrzypnięcia drzwiami), nie oznacza, że w pełni odpoczywa.
Odsypiał podróż na ogół na drugi dzień. Pierwszy dzień był zbyt fascynujący – przede wszystkim łazienki! Wiaderka i wężyki z wodą! Spędzał w łazience do 2,5 h nie znudzony. Niestety próbował też myć ubikacje…sprawa higieny to w Indiach walka z wiatrakami. Ustawiczne próby mycia rąk, przecieranie sanitajzerami…próby przekonywania dwulatka, aby nie podnosił czegoś z podłogi, po której właśnie przebiegł karaluch…bezskuteczne.

Na drugi dzień po podróży potrafił przespać 16h/doba. W pokojach hotelowych sprawdza się kilka znajomych zabawek. U nas rolę oswajacza świata spełniała misia. Misia oglądała świat, misi tłumaczyliśmy razem z małym jak działają krany i co to jest riksha. Misia jadała z nami i zasypiała. Była ważnym uczestnikiem podróży i “oswajaczem” nieznanego świata. takim wentylem bezpieczeństwa, kawałkiem domu.

CodzienDziecko i Indienym wieczornym rytuałem stało się oglądanie zdjęć z całego dnia, na których F. rozpoznawał siebie i to co widział. Dziecko potrzebuje przede wszystkim czasu na zabawę, na wybieganie się. Fajnie, że zwiedzamy, wszystko jest nowe i pasjonujące, ale dla dziecka najciekawsze momenty, takie kiedy maluch się śmieje i rozwija to wtedy, gdy odnajdziemy plac zabaw, jesteśmy na plaży i przelewamy wodę, budujemy lokomotywę z piasku, rysujemy, czytamy książeczki czy przewalamy się z maluchem po łóżku.

W Indiach w podróży z dzieckiem, zwłaszcza przez duże miasta, jest zasadniczy problem…nie ma gdzie dziecka puścić, aby pobiegało. Podobnie zapomnijmy o zabieraniu wózka. Nam sprawdziły się nosidła-chusta. Na większości ulic nie ma chodników, są za to wykopy, dziury i kamienie. Do rikshy wózek nie wejdzie, przepychać się w tłumie też łatwiej, gdy mamy dziecko blisko przy sobie.

Mieszkańcy Indii mają cudowne podejście do dzieci. Zwyczajowo wszystkie dzieci z sąsiedztwa bawią się razem pod okiem któregoś z dorosłych. Wszyscy wiedzą czyje są dzieci i dokąd w razie czego je odprowadzić, ale przytulą i się pobawią niezależnie czy to własne czy nie. Większość osób, które zwraca się do naszego dziecka ma cudny spokój i taką sympatię, że nasze nieco “dzikie” do tej dziecko dawało się brać na ręce z uśmiechem zupełnie obcym osobom (ku naszemu osłupieniu). Kilka osób co prawda cmokało, jak do psa, ale były to rzadkie przypadki. Za to białe dziecko staje się ulubieńcem w roli romantycznej maskotki do “sweet selfie” i prawdopodobnie moglibyśmy je odnalezć na połowie zdjęć profilowych… (za to my dorośli schodzimy na plan dalszy zainteresowań).Long Island

Nam wyjazd zaowocował przyśpieszeniem zdolności socjalnych (śmiałość nabyta wśród indyjskich kolegów została na Polskę), praktycznie naturalnym odpieluchowaniem (w grudniu na plaży, całe dnie bez pieluszki i spodni) i zacieśnieniem relacji między nami. Dla dziecka stres podróży jest o wiele mniejszy, wręcz nieodczuwalny w kontekście tego, że podróż to czas dostępności obydwojga rodziców przez cały czas. To taka inwestycja w emocjonalny spokój dziecka. Po powrocie, nasycone rodzicielską miłością dziecko spędza o wiele więcej czasu na samodzielnej zabawie, łatwiej znosi rozstania z mamą i nawiązuje kontakty z rówieśnikami.

Temat drażliwy: JEDZENIE

…tutaj niestety smaki europejskie mocno odbiegają od tradycji indyjskich. Z jednej strony każda potrawa, nawet ta “bez chilli” okazuje się jednak ostra, z drugiej strony dzieciom wszystko podaje się z…cukrem. Nawet idli, czyli jeden z nielicznych przysmaków kuchni południowoindyjskiej, który ostry nie jest (jest to gotowany na parze “pampuch” z mąki ryżowej), został zaserwowany dla F. pod grubąkuchnia indyjska a dziecko

warstwą białego cukru. I co tu począć?  Jak gospodyni przyuważy, że strząsamy cukier to się obrazi…już i tak wystarczy skandaliczne zachowanie przy stole, czyli jedzenie lewą ręką…;) Kilka razy F. został poczęstowany tłustą vadą z kawałkami chili w środku podaną ręką, która właśnie liczyła pieniądze, innym razem jego indyjski kolega w tym samym wieku poczęstował go swoją “przekąską”, tak ostrą, że ja sama nie byłam w stanie jej przełknąć. Po tym przysmaku synek odmówił próbowania czegokolwiek, czego nie znał. Zraził się też do ryżu. Przez pozostałe dwa tygodnie jadał tylko banany, kruche ciasteczka i pił chai, bo tę herbatkę z mlekiem, cukrem i przyprawami, niestety bardzo polubił. No i mleko z piersi, które nadal okazało się absolunie pełnowartościowe, bo nie schudł nawet grama. Po powrocie jeszcze dwa dni sprawdzał potrawy, aby w końcu z ulgą uznać, że jest w domu i dostaje do jedzenia to co dobre…

Podobno warto dziecko już przed wyjazdem przyzwyczajać do ostrych smaków, choć zawsze istnieje ryzyko, że wtedy odmówi jedzenia już w Polsce…Indyjskie dzieci smak ostry dostają z mlekiem matki, podobno zupa na bazie chilli pobudza laktację (niepotwierdzona teza). Często można spotkać dziecko z papryczką w ręku jak z gryzaczkiem. Wszystko co intensywne – ostre lub mega słodkie. Mimo wszystko żadne z nas nie miało dolegliwości żołądkowych. Ale polska marchewka i pietruszka po powrocie, nigdy nie smakowała lepiej :)

KILKA PRZYDATNYCH INFORMACJI OGÓLNYCH pod kątem podróży z dziećmi

dzieckoparasolwiza turystyczna do Indii wydawana jest na ogół na pół roku i kosztuje tyle dla samo dla dziecka, jak dla dorosłego, wnioski wypełnia się on-line indian visa online application

szczepienia – nie ma obowiązkowych szczepień do Indii, najlepiej poradzić się swojego lekarza, jakie zaleca dla dziecka, biorąc pod uwagę jego kondycję ogólną, wiek i wcześniejsze szczepienia, oraz odpowiednio długi okres ochronny przed wyjazdem

pieluszki – dostępne są pileuszki głównie firmy Pampers, w większych drogeriach i w aptekach

jedzenie dla dziecka – tzw. “słoiczki” można spotkać tylko w większych sklepach i jest to towar rzdako spotykany. Mleko modyfikowane łatwo dostępne, ale trudno o wybór. Jeśli dziecko przyzwyczajone jest do jednego rodzaju mleka, to lepiej zabrać zapas ze sobą

komary – są i gryzą :) nie roznoszą jednak natychmiast malarii, lepiej chronić się przed ugryzieniami, ale nie wpadać w panikę przy najmniejszym ukąszeniu. Powszechnie dostępne są preparaty przeciw ukąszeniom w postaci sprayów, kremów, wtyczek do kontaktów, kadzideł. Jednak w preparaty odpowiednie dla skóry dwulatka lepiej zaopatrzyć się w Polsce, bo w Indiach nie ma takich rozróżnień.

probiotyki – polecam profilaktycznie, bo na pewno flora bakteryjna Indii jest zupełnie inna niż nasza i lepiej organizm chronić prewencyjnie niż chorować na żołądek. My obkupiliśmy się w probiotyki dla siebie i dziecka w Polsce i to niestety był błąd – na szczepy bakterii indyjskich lepiej stosować powszechnie dostępne w aptekach probiotyki tamtejsze

bóle brzucha – najlepsze lekarstwo – woda kokosowa prosto ze świeżo ściętego kokosa. Pomaga też polski węgiel, (w Indiach nie spotkałam), mięta. W razie problemów dłużej niż trzy dni, a u dziecka niż jeden dzień, nie zwlekać z wizytą u lekarza. W Indiach mamy do dyspozycji w miastach duże prywatne szpitale lub lekarzy lokalnych w tym świetnych specjalistów homeopatii i ayurvedy. Czasem też na mniej ciężkie dolegliwości doradzić potrafi aptekarz. Jeśli podejrzewamy amebę, lub jakąś poważniejszą chorobę, koniecznie zróbcie badania na miejscu, przed wylotem – bo tam się znają na lokalnych chorobach i lekarstwa są powszechnie dostępne, w Polsce grozi skierowanie do szpitala chorób tropikalnych lub nierozpoznanie choroby

CO WARTO PRZYGOTOWAĆ PRZED PODRÓŻĄ:

dziecko5plan :) zakładający jeden dzień w podróży i min trzy dni na zabawę z dzieckiem i pobyt w jednym miejscu, z uwzględnieniem, że w Indiach do każdego planu trzeba podchodzić bardzo elastycznie, bo albo monsum drogę zaleje, albo prąd wyłączą, albo autobus spóźni się 5 godzin…w końcu wszystko się udaje, ale im bardziej zrelaksowani jesteśmy tym łatwiej (zwłaszcza z dzieckiem, zawsze trzeba mieć plan B i gotowość na rezygnację z wcześniejszych planów)

noclegi – nigdy wczesniej nie rezerwowaliśmy, jednak tym razem tak i był to dobry ruch, zaoszczędza to niepotrzebnych trudów chodzenia po hotelach zaraz po przyjeździe, aby wybrać ten najfajniejszy. Na Andamanach w ogóle o miejsca trudno, więc nawet bez dziecka polecam rezerwować wcześniej. My osobiście polecamy w Port Blair Aashiaanaa Residency oraz Blue Planet na Long Island

CO ZABRAĆ dla dziecka:

dziecko7wózek – nie

nosidła/chusta – tak

lekkie, (wyłącznie) bawełniane ubranka

miś, samochodzik, ulubiona zabawka – tak, ale w umiarkowanej ilości

pieluszki – tak, w rozsądnej ilości, można dokupić

przekąski do samolotu

bidonik

mokre chusteczki

sanitajzer do przecierania rąk

parasolka od słońca

chustka na głowę lub kapelusz

zeszyt do rysowania z dzieckiem

mleko modyfikowane, jeśli pije takie

“słoiczek” na podróż

Podziel się opinią lub zadaj dodatkowe pytanie.