Artykuł Pawła Skawińskiego (PAP) o Magdalenie Niernsee


„Indie. Polska tancerka w szkole tradycyjnego kathaku

Trzy lata temu Polka Magda Niernsee rozpoczęła naukę w delhijskiej szkole kathaku, tradycyjnego tańca indyjskiego. Dzięki uporczywej pracy i talentowi pokonała różnice kulturowe w rozumieniu muzyki i tańca w Indiach. Jej pokaz dyplomowy okazał się sukcesem.

Jest jeszcze przed ósmą, gdy Magda wchodzi do metra przy stacji Jor Bagh w południowym Delhi. Przed nią pięć stacji żółtej linii i dwanaście niebieskiej, aż do końca, do Vaishali. „Potem pojedziemy rikszami, też będzie trzeba się przesiąść. Tak wygląda mój jedyny wolny dzień w tygodniu” – mówi PAP, gdy wagoniki metra mijają most na rzece Jamuna.

 

Magda kończy trzeci rok studiów w Kathak Kendra, prestiżowej szkole kathaku w Delhi. Przygotowuje się do pokazu dyplomowego i właśnie jedzie na prywatną lekcję u tablisty, muzyka grającego na tradycyjnym instrumencie perkusyjnym tabla, z którym pracuje nad rytmem.

 

 

 

Magda tłumaczy, że w kathaku, klasycznym tańcu z północy Indii, wszystko kręci się wokół rytmu. Podstawową jednostką rytmiczną jest matra, a cykl matr, ułożonych według ściśle określonego wzoru, to tala. „Cała zabawa polega na tym, by tancerz zakończył swój występ na sam, czyli na pierwszą i zarazem ostatnią matrę cyklu” – opowiada.

 

Za widowiskową choreografią kathaku, pełnej obrotów, figur, ruchów ramion i dłoni, połączonej z efektownym wybijaniem rytmu stopami, kryje się rygor zmieszczenia się w ramy wzoru rytmicznego. „To odróżnia klasyczny taniec indyjski od innych technik. Tancerz pochodzący z naszej kultury musi się tego uczyć od początku. A Hindusi mają to we krwi” – dodaje.

 

W wieloosobowej rikszy Magda odwraca się do okna i w ściśle określony sposób wybija rytm na palcach dłoni. Pod nosem deklamuje sylaby, tzw. bole, które obrazują rytm. Częścią pokazu jest bowiem recytacja sylab, dzięki czemu widz może się zorientować, jaki wzór rytmu zostanie wykorzystany podczas pokazu.

 

Jednak kathak stworzono przede wszystkim po to, by tańcem opowiadać historie. Dyplomowy pokaz Magdy to historia zakochanej kobiety, która odkrywa zdradę ukochanego. Kiedy mężczyzna przychodzi do niej nad ranem, jej uwadze nie umykają wyraźne ślady nocy spędzonej z inną kobietą. Głęboko zraniona robi mu karczemną awanturę. W końcu, oczarowana dźwiękiem fletu Kryszny, wybacza zdradę.

 

– Tancerz powinien przekazać emocje. Ważna jest mimika twarzy – mówi Magda. Zwraca uwagę, że na Zachodzie nie przykłada się do tego wagi, w odróżnieniu od Indii, gdzie tancerz jest również aktorem.

 

Do delhijskiej szkoły kathaku trafiła w 2010 roku, ale już wcześniej profesjonalnie zajmowała się klasycznymi tańcami indyjskimi. „W Madrasie uczyłam się południowoindyjskiego bharatanatyam. Potem otrzymałam stypendium rządu indyjskiego i szansę nauki w Kathak Kendra” – opowiada. Dodaje, że wtedy jeszcze myślała, że może uczyć się jednocześnie kathaku i bharatanatyam. – Byłam naiwna. Teraz wiem, jaki ogrom pracy trzeba wykonać, żeby wejść na ten poziom kathaku, jaki jest w Kendrze – zaznacza.

 

Całe życie Magdy w Indiach wypełnia kathak. Na swoim motorze porusza się tylko w linii szkoła – dom – szkoła. W domu popołudniami ćwiczy na tarasie i uczy się grać na tradycyjnych instrumentach oraz śpiewu. „Mamy z tego zajęcia i egzaminy. Tancerze ściśle współpracują z muzykami, dlatego musimy mieć wszechstronne przygotowanie, rozumieć ich profesję” – podkreśla.

 

Opowiada, że jeszcze rok temu przeżywała poważny kryzys i była bliska rzucenia szkoły. – Według mojego guru, Pandita (tytuł nadawany wybitnym artystom – PAP) Jai Kishana Maharaja, wszystko robiłam źle. Guruji (mentor) jest bardzo surowy i wymagający. Myślę, że dopiero teraz zaczynam rozumieć istotę tego tańca – opowiada. Na początku problemem był także język, ponieważ mistrz wydaje polecenia i udziela wskazówek najczęściej w hindi. Magda musiała się go nauczyć.

 

7 maja br., w LGT Auditorium przy ulicy Kopernika, odbył się jej pokaz dyplomowy. – Mój Guruji uściskał mnie po pokazie, powiedział, że moja Khandita Nayika (bohaterka opowieści o gniewie na niewiernego mężczyznę – PAP) była naprawdę przekonująca. Rytmicznie też wykonałam poprawnie formy” – opowiada. Najważniejsze były dla niej słowa mistrza, który powiedział, że zatańczyła znacznie powyżej jego oczekiwań. „Pomaga mi to uwierzyć, że wytężona praca, skupienie i często ostry, wymagający nauczyciel, potrafią pchnąć do przekraczania własnych barier w drodze rozwoju – podkreśla

 

Po powrocie do Polski zamierza skupić się na promowaniu kathaku. Planuje nawiązać współpracę z tancerką flamenco i podczas pokazów łączyć te rodzaje tańca. Wciąż jednak jest myślami przy egzaminie. „Teraz to czuję się jak przebity balonik” – mówiła krótko po pokazie. „Chyba sobie jutro po prostu poćwiczę” – dodała.

Z Delhi Paweł Skawiński

PAP

13-05-2013″

Podziel się opinią lub zadaj dodatkowe pytanie.